Wczesne dzieciństwo spędziłam na wsi i choć pamiętam niewiele, to mam przed oczami obraz ojca pracującego w polu i opowiadającego nam o ziemi. Tata rozkruszał w dłoniach grudki gleby i mówił o zabiegach, które będzie wykonywał. Ziemia była źródłem korzyści finansowej, ale była też obiektem czułej opieki. Wpłynęło to z pewnością na moje dzisiejsze podejście do pracy nad ziemią w ogrodzie. Odczuwam odpowiedzialność za jej stan, dbam o to, by była zdrowa i przyjazna dla roślin.
W czasie budowy domu wierzchnia warstwa gleby została uszkodzona. To dość typowe działanie w czasie plantowania terenu. Nie często spotyka się sytuacje, gdy żyjąca, górna część ziemi jest ściągana i ponownie rozsypywana na powierzchni – a szkoda. Podejrzewam, że wszystko, co było na wierzchu, zostało zepchnięte. Okazało się tym samym, że ogród będę zakładać na gruncie nieuprawionym, takim w którym stosunki wodno-powietrzne są nieprzychylne dla roślin. Praca nad gliną, napowietrzenie jej, wprowadzenie do niej próchnicy stało się moim priorytetem. Dodatkowo okazało się, ze owa glina poprzecinana jest żyłami piaskowymi, więc mam w ogrodzie także takie miejsca, gdzie wilgoć się nie utrzymuje.
Przed założeniem trawników przywieźliśmy na działkę czarnoziem. I choć dziś nie jestem fanem przywożenia do siebie jakichkolwiek obcych ziem, wtedy byłam szczęśliwa. Jeśli mam być szczera, niewiele to dało. Rozpoczęło jedynie proces poprawy struktury wierzchniej warstwy gleby. W pierwszych latach stosowałam głęboką na wysokość szpadla uprawę gliny. Szczególnie tej w ogrodzie warzywnym. Gdy zaczęłam stosować ściółkowanie rabat ozdobnych materią organiczną, poprawiłam zdecydowanie zasobność gleby a przede wszystkim rozluźniłam jej strukturę. Kompost, zrębki, skoszona trawa powoli zaczęły wypierać ozdobne ściółki z kory i nieszczęsnego grysu.

Posiadanie zdrowego ogrodu, który nie będzie sprawiał problemów, w którym rośliny nie mają niedoborów, a wilgoć w ziemi utrzymuje się dłużej, nierozerwalnie połączone jest z dbałością o glebę. Dziś z czułością biorę w dłoń grudki ziemi, rozkruszam je i myślę, czy jest coś, co mogłabym jeszcze zrobić.
Dodaj komentarz